
- Ciekawy świat/klisza fantasy: Z jednej strony świat może opisać w ciągu pięciu minut. Wystarczy odwołać się do kontekstu historycznego, wskazać różnice miedzy Tolkienowskim krasnoludem a Warhammerowym. Na koniec kilka słów o chaosie oraz Imperium i można zaczynać sesję. Z drugiej strony przez lata grania/czytania sporo settingu zapadło mi w pamięć – tworząc coś więcej niż tylko „kolejne mroczne fantasy”. Jak się okazuje nie jestem sam,a warhammerowe scenki to jedne z moich ulubionych sesyjnych wspomnień. Raz było to dobre pół sesji pod koniec „wewnętrznego wroga” spędzone na karczemnej dyskusji polityczno-społecznej na temat najnowszych zmian w Imperium. Zwykle to drobne rzeczy – gdy postacie wskazują biczownikami Sigmara żę piętnowanie rozpalonym żelazem kobiet wszetecznych to przesada, ale mała chłosta jest jak najbardziej sprawiedliwa lub gdy Ulrykanin podkreśla żę nie umowa sprzed wieków a męstwo określa jego stosunek do krasnoludów.
- Materiały: W końcu udało mi się przekonać siebie do szybkiego przygotowania się do sesji. Odgrzebałem stare Portale, przejrzałem archiwum Quentina – do Warhammera jest sporo. W dodatku zacząłem „grać rysunkiem” – szybkie przejrzenie chociażby Pintresta to setki gotowych postaci, elementów ekwipunku, lokacji itd. Wciąż marzy mi się wykorzystanie gier z serii Total War gdzie gracze między sesjami rozgrywali by bitwy rzutujące na tło kampanii.
- Społeczność: Podczas CNP na sesję Warhammera zawsze był komplet (także ostatnio zacząłem grać regularniej z sześcioma, siedmioma graczami – okazuje się nie być to „zabójcą klimatu”). W sieci są konkursy. System wciąż żyje i ma się dobrze
Komentarze
Prześlij komentarz